Gdy Fabrizio Romano zamieszcza w sieci słynne „Here we go”, świat piłki nożnej zatrzymuje się na moment. To nie tylko znak, że doszło do długo wyczekiwanego transferu. To sygnał, że informacja została potwierdzona, sprawdzona i – co najważniejsze – pochodzi od najbardziej wiarygodnego źródła we współczesnym futbolu. Romano, mimo że nigdy nie założył korków na profesjonalnym poziomie, jest dziś najbardziej wpływowym dziennikarzem sportowym świata. Jak udało mu się zdobyć taką pozycję?
Początki w cieniu San Siro
Romano urodził się w 1993 roku w Neapolu, ale swoje pierwsze poważne kroki w dziennikarstwie stawiał w Mediolanie – mieście, które dla włoskiego futbolu jest tym, czym Wall Street dla finansów. Miał zaledwie 16 lat, gdy zaczął pisać o piłce. Jego droga nie była jednak typowa. Nie studiował dziennikarstwa na prestiżowej uczelni, nie odbywał praktyk w największych redakcjach. W jego przypadku decydujący okazał się przypadek i determinacja.
W 2011 roku Romano nawiązał kontakt z agentem młodego wówczas Mauro Icardiego. Zanim informacje trafiły do gazet, to właśnie Fabrizio jako pierwszy podał, że Argentyńczyk zmieni klub. Jeden transfer, jeden tweet – i drzwi do świata futbolowych insiderów stanęły przed nim otworem.
„Here we go!” – trzy słowa, które podbijają sieć
Z czasem Romano nie tylko wyprzedzał konkurencję, ale całkowicie ją zdominował. Dziś to jego wpisy wyznaczają tempo w oknie transferowym. Nieprzypadkowo zyskał miano najbardziej wiarygodnego dziennikarza transferowego w Europie. Jego znak firmowy – „Here we go!” – stał się symbolem finalizacji największych transferów.
To Romano ogłosił światu przejście Roberta Lewandowskiego do FC Barcelony, transfer Piotra Zielińskiego do Napoli, czy ruchy Wojciecha Szczęsnego i Nicoli Zalewskiego. Gdy on publikuje, inne media dopiero przygotowują szkice artykułów.
Imperium Fabrizio Romano. Instagram, YouTube, podcasty
Fabrizio Romano nie ogranicza się do jednego kanału. Jego profile społecznościowe to dziś wielomilionowe media. Na portalu X (dawniej Twitter) obserwuje go ponad 24 miliony użytkowników, na Instagramie przebił 38 milionów, a na Facebooku zbliża się do tego wyniku. To więcej niż wiele czołowych klubów piłkarskich i reprezentacji narodowych.
Dziennikarz prowadzi także własny kanał na YouTube, gdzie opowiada o transferach i kulisach pracy.
Z Mediolanu do… polskiego bukmachera STS
Latem 2025 roku Fabrizio Romano nawiązał współpracę z STS, największym legalnym bukmacherem w Polsce. To partnerstwo, które łączy dwa światy – zakładów sportowych i transferowych newsów – w unikalny sposób. Kampania bonusowa STS promowana przez Romano oferuje rekordową pulę 5 milionów złotych, podzieloną na pięć etapów. Gracze wykonują zadania w ramach tygodniowych misji, a po ich realizacji – dzielą między sobą milionowe pule nagród.
To nowy etap w karierze Romano – z informatora stał się ambasadorem marki. I to nie byle jakiej – bo STS jest jednym z liderów polskiego rynku bukmacherskiego, obsługując dziesiątki tysięcy graczy dziennie.
Sekret sukcesu? Wiarygodność i szybkość
Co wyróżnia Romano na tle innych dziennikarzy sportowych? Przede wszystkim niezawodność. Nie publikuje informacji, które nie zostały potwierdzone. Jego kontakty z agentami, menedżerami i piłkarzami to sieć, którą budował latami. Co więcej, nie ulega presji klubów, nie działa pod dyktando sponsorów – stawia na transparentność i uczciwość.
To właśnie dlatego jego profil stał się punktem odniesienia – zarówno dla kibiców, jak i dla największych redakcji sportowych na świecie. Każdy news, zanim zostanie opublikowany gdziekolwiek indziej, przechodzi przez filtr Romano.
Fabrizio Romano – Dziennikarz nowej ery
Fabrizio Romano to przykład na to, że w XXI wieku można zbudować globalną markę dziennikarską bez tradycyjnych mediów. Nie pracuje dla żadnej gazety, nie jest związany z telewizją. Jego narzędziem jest smartfon i laptop. Jego biurem – cały świat. Jego treści mają charakter instant, ale są dalekie od powierzchowności.
W epoce fake newsów, clickbaitów i niepotwierdzonych sensacji, Romano jest ostoją rzetelności. Każde „Here we go” to wynik godzin rozmów, potwierdzeń, negocjacji i… czystej pasji do futbolu.
Romano i Polska – coraz więcej wspólnych wątków
Współpraca z STS to niejedyny punkt styku Romano z polskim rynkiem. Regularnie relacjonuje on informacje o polskich zawodnikach grających w Serie A, Premier League i La Lidze. Jego wiedza o polskich realiach piłkarskich nie kończy się na nazwiskach – zna także konteksty, sytuacje kontraktowe, a nawet wpływy agentów.
Dzięki jego publikacjom świat dowiadywał się o transferze Jakuba Kiwiora do Arsenalu, czy rozmowach dotyczących Szczęsnego z Barceloną. Nie brakuje też informacji o możliwych transferach z Ekstraklasy.
Co dalej? Transfery, które jeszcze nie padły
Zakończenie sezonów ligowych oznacza dla Romano jedno – czas żniw. Letnie okno transferowe to jego czas. Miliony fanów odświeżają jego profil, czekając na kolejny news.
Wszystkie odpowiedzi poznamy zapewne z jednego miejsca – profilu Fabrizio Romano. A gdy tylko pojawi się „Here we go” – piłkarski świat znowu wstrzyma oddech.
Podsumowanie
Fabrizio Romano to więcej niż dziennikarz. To fenomen medialny, który zbudował swoją pozycję dzięki pasji, konsekwencji i rzetelności. Jego historia pokazuje, że można osiągnąć globalny sukces, działając niezależnie i z dala od redakcyjnych biurek.

Zostaw odpowiedź